STULATEK, KTÓRY WYSKOCZYŁ PRZEZ OKNO I ZNIKNĄŁ

W ramach wakacyjnego luzu postanowiłem poczytać dla czystej przyjemności i bez konkretnego celu. Przy okazji Biedronkowych promocji w moje ręce wpadła książka pod intrygującym tytułem STULATEK, KTÓRY WYSKOCZYŁ PRZEZ OKNO I ZNIKNĄŁ autorstwa JONASa JONASSONa. Cena sympatyczna bo tylko 10 PLN, a do tego wydawca na okładce umieścił notkę „Brawurowa opowieść, która zachwyciła 1.500.000 czytelników”.

Nie wiem jak wiele osób przeczytało tę książkę w ostatnim czasie i nie wiem jak wielu ona zachwyciła, ale biorąc moje odczucia wskazana przez wydawcę liczba na dzień dzisiejszy wygląda tak : 1.500.001.

Historia rozpoczyna się w dniu setnych urodzin Allana Emmanuela Karlssona. Zastajemy głównego bohatera w pokoju domu starców kiedy mimo wieku i chyba nie do końca pełnej sprawności rodzi się w nim bunt. Bunt przeciwko codzienności. Z racji tego, że pokój znajduje się na parterze budynku, bez większych przeszkód Allan wydostaje się na świat. Tuż za oknem bezpiecznego, komfortowego pokoju zaczyna się przygoda. Allan ucieka przed gangsterami, szuka go policja, prokuratura, po drodze zbiera przyjaciół, a wszystko to czyni z lekkością i wręcz buddyjskim podejściem do życia.

Pomiędzy aktualnymi przygodami Allana i jego przyjaciół wplatane są opowieści o życiu Allana od dni narodzin czyli od 1905 roku. I tu jest pięknie. Poznajemy z bliska Gen. Franco, Stalina, kilku prezydentów USA, paru rosyjskich i amerykańskich szpiegów i niezbyt rozgarniętego Herberta Einsteina, brata Alberta.

Powieść naprawdę wielowątkowa, sympatyczna, zabawna. Ale najważniejsza dla mnie jest postawa głównego bohatera. Niczym nie zmącona szczerość i umiejętność przyjmowania zdarzeń. Nie buduje on ideologii wokół niczego, nie ważne dla niego są tytuły, funkcje, pozycje polityczne. Świetnie odnajduje się zarówno w roli więźnia obozu pracy, jak i szpiega CIA. Dlaczego? Ja zakładam, że wynika to z ogromnej otwartości Allana i braku oceniania czegokolwiek i kogokolwiek. I mimo tego, że Allan jest postacią fikcyjną, chcę wierzyć, że właśnie w takiej postawie kryje się tajemnica jego długowieczności.

Z racji tego, że wakacje jeszcze trwają, polecam wam serdecznie tę lekturę, i jeżeli nawet nie zachwyci was tak, jak 1.500.001 czytelników, to na pewno będziecie się dobrze bawić.

A, i jeszcze jest tam słoń – słoń o imieniu Sonia, taki prawdziwy, co ma 4,5 tony :)

                                                                                                                          M.

Podziel się !!!