Jak WTC runęło na mnie…

   Pierwszy wpis miał być inny. Miała to być myśl, która naszła mnie kilka dni temu. Jednak teraz, kiedy piszę, dwie minuty przed północą, moją uwagę przykuła data

11 września 2014r.

Wczoraj wieczorem uświadamiając sobie, że dzisiaj będzie dzisiaj, zwróciłem na to uwagę. Na co? Że to rocznica zamachów na WTC. Z jednej strony – i co z tego? Nie jest to data, która miałaby być powodem do jakieś szczególnej zadumy nad losem świata

i ludzi go zamieszkujących. Zastanawiałem się nad sobą i tamtym dniem.

Minęło już 13 lat a ja jak dziś pamiętam tamten dzień – temperaturę, atmosferę, emocje, myśli, ludzi, których spotykałem. Zdarzenie to tak mocno wbiło mi się w pamięć, że jestem w stanie przypomnieć sobie ilość samochodów przede mną w panicznej kolejce po paliwo.

 

   Inny dzień, który pamiętam z tak dużą intensywnością był parę lat wcześniej. Pierwsza randka z moją żoną miała miejsce 15 lat temu (!!!!) I tutaj również nie mam wątpliwości co do temperatury na dworze, stolika w lokalu, przy którym usiedliśmy, zamówienia

i paru innych miłych szczegółów, które pozwólcie, że przemilczę :)

 

   Z tych dwóch dni oczywiście wolę wspominać wymieniony jako drugi. Jednak mają one, wbrew pozorom, wiele wspólnego – doświadczanie życia. Przez strach, miłość, ciekawość i UWAGĘ.

W takich chwilach nie da się nie być skupionym, zdarzenia same ryją w nas wspomnienia.

 

   A potem wojna w Iraku się kończy, paliwo na stacji leje się, jak się lało, dzieci się rodzą, praca wymaga

i życie toczy się dalej. Niezauważenie przemykają nam przez palce dni  i okazuje się, że z ostatnich 5-10 lat nie mamy żadnych konkretnych wspomnień.

 

   Uważam, że to nasza wina. Nie potrafimy żyć świadomie, z uwagą i skupieniem.

Każdego dnia napotykamy zdarzenia, które warto zachować w pamięci – dla przyjemności lub ku przestrodze. Jednak nie ma w nas takiej woli. Szkoda bo dzięki temu moglibyśmy żyć radośniej, bardziej świadomie a nasze cele były by zgodne

z nami.

 

   Ja takiej drogi szukam, pełni życia w każdej sferze. W pracy, w życiu rodzinnym,

w rozwoju osobistym. Nie godzę się na kompromisy w tej kwestii. Nie trzeba wybierać: piękny czy bogaty, kochany czy spełniony. Uważam, że można mieć w udziale to wszystko – jeżeli nie, to umrę próbując :)

Czasami się potykam a czasami odnoszę sukcesy. Zapraszam Was do wypróbowania moich sposobów na sukcesy i unikania moich „sposobów” na potknięcia.

 

Podziel się !!!