Kiedy marzenia nie działają.

Jacek Walkiewicz w swoich wystąpieniach na platformie TEDx mówi między innymi o marzeniach. I mówi mądrze. Przede wszystkim, że marzenia są czymś odświętnym, że nie podlegają negocjacjom czy ocenie. Marzenia są po nic – są po to, żeby je spełniać. Wspomina też o swoistych stadiach tego, o czym się marzy – najpierw, żeby coś mieć, później, żeby coś robić, a w końcu, żeby przez to, co się robi, być kimś. Kimś, kogo widzimy w sobie.

Ja mam wrażenie, że marzenia się popsuły. A co najmniej nasz stosunek do nich. Nie wiemy tak naprawdę, czym jest marzenie i co zasługuje na takie miano.

Osobiście ostatnimi czasy mawiam, że nie mam marzeń. A człowiek bez marzeń już chyba nie ma po co żyć. Dla mnie marzenie, niezależnie, w którym w przytoczonych stadiów, jest odzwierciedleniem emocji, jakie nosimy w sobie. Bo jeżeli marzę o czymś, na przykład o motocyklu, to nie o przedmiocie, ale o tym wszystkim, co dla mnie ten przedmiot kryje – poczucie wolności, sposób życia, poglądy, niezależność, pasję.

Dla dziecka czy młodego człowieka jest to łatwe. Na tym etapie żyjemy dniem codziennym i naturalnie kreujemy swoją przyszłość marząc. Myślimy o niej, wyobrażamy sobie nas za 10, 20 lat. Wtedy marzy się łatwiej, bo wszystko jest możliwe, nic nas nie ogranicza. Gdy dopadnie nas proza życia i zdajemy sobie sprawę z ograniczeń własnych, społecznych, finansowych, marzenia przygasają. Motocykl przestaje być synonimem wolności, staje się kredytem, pracą, pieniędzmi na benzynę, brakiem pragmatyzmu przemieszczania się. Patrzymy na wszystkie ograniczenia, które wiążą się ze spełnieniem marzenia. Jak tu marzyć.

Jeżeli robimy cokolwiek, np. zawodowo, zabiera nam to szansę na robienie czegoś innego. Kiedy mamy już swoją bezpieczną przystań zawodową, trudniej nam dążyć do zmiany zajęcia, przecież mamy zobowiązania. Na koniec, będąc tym, kim wydaje się, że chcemy być, mamy przekonanie, że od tego nie wolno nam się odwrócić. To wszystko są pułapki. Sidła, w które wpadamy, a które tak naprawdę nie istnieją.

Z każdej drogi można zawrócić albo zmienić kierunek marszu. Ważne, żeby nasz kierunek był spójny z nami. Ogranicza nas jedynie własny sposób patrzenia na rzeczywistość i na to, co powinniśmy. Na szczęście są tacy ludzie jak Jacek Walkiewicz, którzy z perspektywy swojego doświadczenia są w stanie nam to uświadomić – i chwała im za to. Ale wierzcie mi, w waszym otoczeniu też są tacy ludzie. Ja osobiście mam to szczęście znać pewną autorkę. Tutaj możecie zobaczyć, co ona ma na ten temat do powiedzenia. I zaręczam wam , że to wszystko prawda. Jej determinację w dążeniu do spełnienia marzeń oglądam blisko od 16 lat.

Mając za sobą już duża wprawę w niemarzeniu jest mi trudno. Rzeczy materialnych nie postrzegam jako marzenia, a bardziej jak zachciankę czy pragmatyczną potrzebę. To, co chcę robić, tak odbiega od mojej codzienności, że z trudem wyobrażam sobie realizację tych planów. To, kim chcę być, jawi się jak bezkształtna mglista chmura. A jednak to wszystko jest gdzieś tam we mnie. Są rzeczy, których chcę mieć, doświadczyć i zrobić. Teraz jedyne, w co muszę uwierzyć, to że moje MARZENIE się spełni, jeżeli będę za nim podążał. Sposób się znajdzie, trzeba mieć cel. Ważne, żeby kroczyć w odpowiednim kierunku. Tego kierunku nikt wam nie nada. Ani szkoła, ani rodzice, ani żaden przewodnik duchowy. Jeżeli będziecie kroczyć za czyimś palcem, możecie kroczyć cale życie i nie dojść donikąd. Marzenia wypływają z nas, a to co jest w nas, nie może być złe. Nie tłumcie tego.

Mawia się, że cele bez planów są marzeniami – i zgodnie z matematyczną logiką jeżeli X-Y=M to M+Y=X. Wiec marzcie, twórzcie plany, a osiągniecie każdy cel. Pod warunkiem, że będzie on wasz i nie dacie złapać się w pułapkę codzienności.

                                                                                                                     M.

Podziel się !!!