Czas musi minąć.

3 miesiące. Równo trzy miesiące temu pojawił się ostatni wpis. Dla zaniepokojonych – informuję, że jestem cały, nie leżałem w szpitalu, nie byłem ciężko chory, nie podróżowałem po świecie, nie porwali mnie kosmici. Po prostu, przez ostatnie trzy miesiące nie pisałem. Nie miałem weny, nie wiedziałem o czym. Nawet jeśli jakaś myśl wpadła mi do głowy, była na tyle zwiewna, że codzienność zdmuchnęła ją daleko od klawiatury. Można powiedzieć, że mi się nie chciało. Ale to tylko półprawda. Nie było mocy. Przez palce nie przelatywały słowa, które można byłoby spójnie ułożyć.

Z racji tego, że blog powstaje z powodów własnych chęci, a nie np. finansowych, nie miałem też deadline’ów. I co z tego, że mogłem sobie założyć, że publikuję co najmniej raz w tygodniu. Byłoby idealnie, bo zakładając, że jest ktoś, kto chce to czytać, raz w tygodniu miałby odrobinę rozrywki. A tu nic, ani przymusu, ani zapału, ani poczucia sensu.

Czy wyrzucam to sobie? Troszeczkę tak! Znowu coś leży, chociaż obiecałem sobie, że będzie inaczej. Będę ćwiczył warsztat, swoją sumienność, układał myśli. Jeśli wypracuję te cechy tutaj, mogę przełożyć je na inne sfery życia, takie jak praca, trening, nauka, rozwój. Z drugiej strony tak wiele w życiu MUSIMY robić. Bo rachunki, bo zobowiązania, bo wizerunek, bo na przykład cukrzyca i trzeba systematycznie mierzyć poziom cukru. Tak wiele od siebie wymagamy, że kiedy pojawia się niemoc, zasypujemy się wyrzutami sumienia. Bo powinienem biegać, pracować, zarabiać pieniądze, zadzwonić do przyjaciela. Gdzie tu wolność. Nie jesteśmy robotami. Pozwólmy sobie na słabości.

Te trzy miesiące dały mi coś. Może nie były przyjemne. Może miałem za dużo na głowie, może miałem za mało siły. Może mój brak koncentracji był spowodowany słabszym jedzeniem i natłokiem stresów. Ale to były moje trzy miesiące. To w tym czasie mogłem się zgubić i odnaleźć na nowo. Sprawdzić czy jeszcze kiedykolwiek pojawi się we mnie chęć napisania czegoś. Wskoczyć do wody, opaść bez sił na dno i odbić się, taki mechanizm, na który rzadko sobie pozwalamy. Na dnie nie byłem, ale doszedłem do wniosku, że skoro blog istnieje, skoro udało mi się go doprowadzić do takiej formy, to wtedy mi się chciało. I teraz też mi się chce. Nie będę się biczował za ten przestój. Chyba lepiej napisać raz na trzy miesiące od serca niż co tydzień z musu. Miałem czas, żeby popatrzeć z dystansu na to, co robiłem. Mam wielką nadzieję, że kolejny przestój nie nastąpi szybko, bo pisanie sprawia mi przyjemność a myśli, które tu zostawiam, nie są z przypadkowe. Mam nadzieję kiedyś przestać pisać a zacząć mówić, bo mówić lubię jeszcze bardziej.

Póki co zastanówcie się, czy nie macie jakiejś wewnętrznej chęci, żeby wrócić do wcześniej zarzuconych aktywności. Bo jeżeli na przykład przestaliście biegać parę miesięcy temu, to wcale nie znaczy, że to przestało istnieć. Buty gdzieś tam leżą, cały czas.

                                                                                                                                   M.

Podziel się !!!