I ochlapał mnie samochód!!! Samochód ?

Kilka dni temu wracałem z pracy. Pieszo, eko, nostalgicznie z muzyką na uszach. Padał deszcz, dość ulewny. Jakość naszych dróg pozwoliła kroplom deszczu na spotkania w licznym towarzystwie, popularnie zwanymi kałużami. Kurtkę miałem zacną, z kapturem, więc deszcz mi raczej nie przeszkadzał. Godzina była „szczytowa”, ludzie wracali z pracy do domów – jak ja – albo pędzili do firm, żeby zdać samochody, dokumenty i popędzić jeszcze szybciej do zajęć bardziej lubianych, niż praca. Większość z nich była zmotoryzowana.

Chodnik był raczej pusty, jezdnia natomiast mniej. Szedłem sobie do domu tym chodnikiem a z naprzeciwka po jezdni pędził czarny peugeot. Ja, peugeot i kałuża znaleźliśmy się na jednej wysokości. Kałuża nie narzekała, peugeot nie zauważył a ja – zmokłem bardziej, niż od samego deszczu. Wydałem z siebie staropolski okrzyk słowem na „K”, a następnie obróciłem się i międzynarodowym gestem, prawą dłonią, z akcentem na palec pozdrowiłem peugeota.

Zostało mi jeszcze trochę drogi do domu. Deszcz dalej padał, samochody dalej pędziły, kałuże rozbryzgiwały się na boki. Pomyślałem sobie, że to nie peugeot był winowajcą. Za jego kierownicą ktoś siedział. Mężczyzna, kobieta, młody, starsza, ciemnooki, jasnowłosa… ktokolwiek – człowiek.

„Naprawdę istnieje tylko jedna radość:

obcowania z ludźmi”

 

Antoine de Saint-Exupery

Mam wrażenie, że często nie zauważamy ludzi dookoła nas. Nie widzimy, że nas otaczają. Nie jesteśmy na nich uważni. Żyjemy w pozornych relacjach. Zawodowych, społecznych, rodzinnych. Funkcjonujemy smsowo, portalowo, telefonicznie. Na dłuższą metę to chyba jednak się nie sprawdza.

Nie tak dawno temu w tym kraju zarzucało się ludziom działanie w oparciu o UKŁADY. Zdemonizowane, złe, wytykane palcami – układy. Dzięki nim załatwiało się pracę, kontrakty, mięso, wódkę na wesele, wszystko, co do życia było potrzebne. Kiedy zaczęliśmy transformować, te układy zaczęły być naszym kompleksem, na który się nie godzimy, bo to najczęściej niemoralne, bo niesprawiedliwe. A teraz, w dobie corpomowy, nazywa się to NETWORKING – proces wymiany informacji, zasobów, wzajemnego poparcia i możliwości, prowadzony dzięki korzystnej sieci wzajemnych kontaktów w biznesie (via Wikipedia). W biznesie. A dlaczego nie w życiu? Środowiskiem naturalnym ludzi są inni ludzie. Budujemy swoją sieć w życiu zawodowym, społecznym, rodzinnym, przyjacielskim. To są nasze sznureczki.

Podobno najlepsze biznesy robi się na polu golfowym. Trzeba spotkać się z innym człowiekiem i go posłuchać, zauważyć.

Budujcie swoją sieć na żywo. Spotykajcie się ze znajomymi, odzywajcie się do ludzi, życzcie sobie MIŁEGO DNIA. To właśnie tak buduje się sieć. Naprawdę. Jeżeli ograniczymy się do relacji elektronicznych, do jej zerwania wystarczy przerwa w dostawie prądu. I nie da się podać ręki potrzebującemu, jeśli nie wiadomo, gdzie go tak naprawdę znaleźć.

Kiedy budujemy swoją „sieć” na żywo, jesteśmy w stanie zauważyć, że otaczają nas ludzie, którzy znają innych ludzi, a oni znają… I z taką siecią jesteśmy w stanie dokonać wszystkiego i w każdej dziedzinie. Tak mamy szansę znaleźć pracę, inwestora, mechanika, tani nocleg… miłość.

Zwolnijcie! Wtedy zdążycie ominąć kałużę, nie ochlapać nikogo i może kogoś poznać.

Podziel się !!!