Czego chciałbym, żeby moje dzieci nauczyły się w szkole? Cz. 2

Polak i Mata. Małżeństwo znęcające się nad każdym uczniem. Jedni znoszą to lepiej, drudzy gorzej. Nosiciele wiedzy, zarówno z jednego, jak i drugiego przedmiotu, na pewno mają wiele argumentów nad wyższością własnego.

Zacząłem od języka polskiego, bo chociaż podobno wszystko da się opisać za pomocą liczb, to jednak jak zrozumieć że 44 to czterdzieści cztery.  Zatem:

MATEMATYKA

Mój nauczyciel mawiał: „matematyka jest jak matka, jest tylko jedna”. I pewnie miał rację, jednak nie jestem do końca przekonany, czy muszę znać wszystkie tajemnice mojej matki.

Podziwiam matematyków, informatyków i wszystkich innych, którzy potrafią posługiwać się tą materią na mistrzowskim poziomie. Jest to fascynujące, że cały otaczający nas świat można opisać za pomocą liczb, albo że można stworzyć światy ze snów właśnie przy użyciu wzorów, ciągów i cyferek.

Ja jednak chciałbym, żeby rozliczenie roczne nie kojarzyło się ludziom z takim właśnie abstraktem matematycznym i żeby pani w sklepie wzięła ode mnie 10 groszy i wydała mi całą złotówkę a nie garść drobniaków, bo nie jest w stanie sama policzyć reszty, tylko opiera się o wskazania kasy fiskalnej.

Jest baza wiedzy matematycznej, którą wtłaczają nam do głów w początkowych klasach, a potem zapomina się o niej. Dlaczego? Nie wiem.

Po opanowaniu tabliczki mnożenia, dzieleniu i wyciąganiu pierwiastka przy pomocy kartki i długopisu (też już zapomniana sztuka), powinien przyjść czas na wiedzę praktyczną. Dlaczego ludzie kończący szkołę średnią nie wiedzą, co to jest procent składany, stopa zwrotu, odsetki czy RSO? Przecież już za chwilę będą zmuszeni do zadłużenia się. Już z chwilą założenia pierwszego konta będą kuszeni ratami, kredytami, kartami.

Wiele osób wpada w spiralę zadłużenia i próbuje potem wyjść z niej przez całe lata. Jeśli nie zagłębią się w problematykę na własną rękę, pozostają w niej (spirali) czasem i do końca życia.

Pieniądze traktowane są jak temat TABU, nie rozmawia się o nich swobodnie, unika się zadawania pytań. Siadając przy biurku doradcy finansowego kiwamy głową w obawie, że się ośmieszymy. Co odważniejsi zaczynają zadawać pytania. Właściwie każda odpowiedź ich usatysfakcjonuje, nawet ta niezrozumiała.

Myślę, że jeżeli szkolna matematyka zajmowałaby się tym codziennym aspektem wykorzystywania liczb, byłoby to z korzyścią dla wszystkich. Nie wpadalibyśmy w kłopoty finansowe, a jeżeli nawet, łatwiej byłoby się z nich wykaraskać. Oszczędzanie, inwestowanie stałyby się zjawiskiem powszechnym ze względu na uzasadnioną śmiałość i dostateczne środki. Tylko czy to się opłaca instytucjom finansowym?

BIOLOGIA

Tak, biologia! Jesteśmy organizmami żywymi, poruszamy się w specyficznych ekosystemach, wpływamy na poszczególne jego elementy. Dlatego właśnie uważam, że biologia jest dość istotnym przedmiotem. Czy w obecnej formie, czy w formie z moich lat szkolnych? Tu zaczynają się moje wątpliwości.

Nie ukrywam, że był to jeden z moich ulubionych przedmiotów. Byłem w stanie przebrnąć nawet przez osławioną już budowę pantofelka. Do dnia dzisiejszego pamiętam, że istnieje coś takiego jak komórki kamienne, chyba umiałbym je narysować i wiem, że występują zarówno w miąższu gruszki, jak i łupinie orzecha.

Nie ciąży mi ta wiedza zbytnio, ale nie mogę też powiedzieć, że jest szczególnie przydatna na co dzień.

Natomiast chciałbym wynieść ze szkoły wiedzę, jak funkcjonuje mój organizm. Jaki wpływ na jego funkcjonowanie ma mój mózg. Że jak boli mnie głowa, to niekoniecznie muszę wybierać z szerokiej gamy reklamowanych specyfików przeciwbólowych, tylko rozluźnić ciało, bo jest zbyt napięte. Że antybiotyk może i przyspiesza moje wyjście z choroby, ale i osłabia mnie na przyszłość. Że jak ktoś ma atak epilepsji czy uległ wypadkowi, to mogę coś w tej sytuacji zrobić. Że pierwsza pomoc to nie działka dla ratowników medycznych, a właśnie dla mnie (kiedyś zahaczali o ten temat na przysposobieniu obronnym (?)).

I w końcu, że to, jak żyjemy – co jemy i co wyrzucamy – ma wpływ na nas i wszystko dookoła. Przyroda, biologia, ekologia – nieważne jak nazwiemy przedmiot, powinien on dać nam zrozumienie zależności między tym, co w nas (dosłownie) a tym, co na zewnątrz, a do tego wyposażyć w umiejętności, które pozwolą nam się w tych zależnościach odnaleźć.

W-F

Wychowanie fizyczne, nie kuźnia talentów. Nie chodzi tu zawody, medale, osiągnięcia, ani o jedną piłkę do kosza na 3 klasy. Jak w ogóle można wystawić oceny całej klasie z rzutu kulą czy skoku w dal? Przecież każdy ma inną budowę, inne predyspozycje. Niby oczywiste.

Orłem z w-fu nigdy nie byłem. Zawszę trochę za ciężki, trochę za wolny. Dla piłki nożnej nie znalazłem zrozumienia przez całe dotychczasowe życie, ani z pozycji kibica, ani tym bardziej z pozycji zawodnika. Jeśli już komukolwiek  udało się zmusić mnie do uzupełnienia składów, to zależało mi na tym, żeby stanąć na bramce w mocniejszej drużynie. Dawało mi to szanse na to, że mecz rozegra się po przeciwnej stronie boiska.

Jednak nie stroniłem od kropli potu. Przez wiele lat z satysfakcją trenowałem sztuki walki, a lat temu kilka rozkochałem się w bieganiu. Nie noszę na piersiach medali, nie wybieram się na olimpiady. Wychowałem się fizycznie. Zrozumiałem, że aktywność fizyczna jest elementem higieny ciała i umysłu. Uważam to za niezbędne, jak mycie zębów czy dbanie o czystość włosów (długość i fryzura mają drugorzędne znaczenie).

Czerpię czystą przyjemność z przebiegnięcia 3-5-10 kilometrów. Bez presji, bez ścigania się. Każdy jest w stanie znaleźć dla siebie odpowiednią dziedzinę. Dla kogoś będzie to bieganie, dla kogoś innego pływanie, a dla jeszcze innego koszykówka, siatkówka czy siłownia. Ale to trzeba pokazać, bez wymagań i presji oceny. Stworzyć warunki dla spróbowania i podjęcia decyzji.

Moja żona blisko rok temu odkryła bieganie. Przełamała swój opór i porzuciła swoją życiową prawdę: „ja do biegania się nie nadaję, po 400m wyplułabym płuca”. Podjęła wyzwanie, wyszliśmy na początku razem, na spokojnie, bez presji, i zagrało. Kilka tygodni temu urządziliśmy sobie „randkę” biegową. Wierzcie mi, wspólne 10 km rozmowy w przyzwoitym czasie to coś wspaniałego :) Płuca pozostały na swoim miejscu, a kilometry mijały, jak kolejne kawy przy stole.

Wracając do szkoły. Dużo więcej jako społeczeństwo zyskamy wpajając młodym ludziom nawy aktywności. Niepotrzebne byłyby kampanie społeczne i rządowe programy odchudzające. Dajmy młodym ludziom wybór i swobodę. Niech sport, aktywność staną się zabawą, przyjemnością a nie traumą skoku przez kozła.

MUZYKA, PLASTYKA I INNE SZTUKI

Odebrałem solidne wykształcenie w zakresie gry na flecie prostym i cymbałkach. Nawet dane mi było wykonanie jakiegoś kolażu. Jednak założę się, że nie kojarzycie żadnego mojego koncertu czy wystawy prac. Dlaczego? BO ICH NIE BYŁO!!!

Do dnia dzisiejszego nie odkryłem zamierzeń twórców programu nauczania w tych dziedzinach. Bo jeżeli chodzi o odkrywanie i mecenat talentów, to nie przypominam sobie nikogo, kto zrobiłby zawrotną karierę w moich klasach, a rysowników, muzyków i pięknych głosów nie brakowało.

Jednak sztuka wynosi jednostkę na wyższy poziom, tak uważam, tworzy elitę.

Muzyka klasyczna, opera, jazz, malarstwo, plakat, rzeźba. Obcowanie ze sztuką może dać wiele satysfakcji ale trzeba się tego nauczyć. Im wcześniej tym lepiej. Nie w wieku, kiedy jesteśmy już przesiąknięci młodzieńczym buntem i odrzucamy wszystko, co starsze do nas. Może wtedy zrozumiemy, że hip-hop, house, graffitti  i tatuaż artystyczny są wnukami Mozarta czy Rembrandta. Może wtedy dzisiejsi młodzi, kiedy już się zestarzeją, będą w stanie zrozumieć nowe pokolenia. Może artyści nie musieliby chałturzyć, żeby się utrzymać, bo sztuka byłaby ceniona a ludzie jej głodni.

Tajemnica w zrozumieniu, a zrozumienie bierze się z poznania. Sądzę, że z chwilą, gdy uczniowie zrozumieją, że dzisiejsi klasycy byli ówczesnymi buntownikami, pojawi się uśmiech na ich twarzach, może doszukają się w nich autorytetów, a most międzypokoleniowy sam się zbuduje. WŁĄCZAJCIE DZIECIOM KLASYKÓW!!!!!

I CAŁA RESZTA

Pominę informatykę, fizykę, chemię i całą gamę innych przedmiotów. Nie mam do nich ani szczególnego sentymentu, ani nie obdarzyłem ich refleksją. Natomiast jest cały wachlarz zagadnień, które moim zdaniem powinny znaleźć miejsce w szkole.

Wspomniana już komunikacja, wyznaczanie celów, zarządzanie sobą w czasie, kształtowanie umiejętności miękkich. Czasy się zmieniają i nasza rola w nich również. Moje dzieci staną przed innymi wyzwaniami, niż ja czy moi rodzice.

Oczywiście nie da się przygotować się na każdą ewentualność. Jednak sądzę, że wychodząc ze szkoły powinniśmy być wyposażeni w “pakiet startowy”. Mniej więcej uniwersalny. Taki, który pozwoli nam komunikować się, odnaleźć się w otaczającej nas rzeczywistości i zrozumieć siebie i innych. I, co najważniejsze, nabywać nowe umiejętności i nową wiedzę.

Szkoła ma uczyć się uczyć. Idąc na prawo nie musimy wkuć na pamięć wszystkich kodeksów, musimy nauczyć się wyszukiwać, czytać i interpretować przepisy. Każdy inny kierunek szkoły czy studiów ma dać nam umiejętność poruszania się w danej dziedzinie i dostosowywania się do zmian. I chciałbym, żeby szkoła moim dzieciom dała to w zakresie Życia. Niech są w stanie poruszać się w codzienności i niech bez straty adaptują się do zmian.

Ja ze swojej strony obiecuję, że zrobię dla dziewczynek co będę mógł, ale chciałbym, żeby szkoła mnie w tym wsparła…

                                                                                 M.

 

Podziel się !!!